Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Typowy dzień z mojego życia w zdjęciach.

Typowy dzień z mojego życia w zdjęciach.


Hejka! Dzisiaj lekki i (chyba?) przyjemny post. No bo kto nie lubi oglądać zdjęć? Tak więc przedstawiam wam mój typowy dzień, kiedy idę do pracy. Każdy wygląda praktycznie tak samo (monotonia level milion). Jak wiecie (lub nie wiecie) pracuję w fabryce w Anglii na nocki, moja zmiana trwa 12 godzin, tak więc w dni pracujące nie zostaje mi wiele czasu dla siebie. Na szczęście, dzięki temu, że moja zmiana jest taka długa, mam też dużo dni wolnych.
Zapraszam was do spędzenia ze mną dnia od pobudki do zaśnięcia.


 Dzień dobry! Albo w sumie nie bardzo, bo wczoraj poszłam spać o 4 :(.

 Pierwsza i najważniejsza rzecz! Szklanka wody z rana!

 Druga najważniejsza rzecz - kawka!

 Poranne Strony dla oczyszczenia umysłu i spisania wszystkiego co wydarzyło się wczorajszego dnia.

 Po spisaniu PS zabieram się za 'pracę'. Do 12 staram się zajmować czymś związanym z blogiem, lub jakimś projektem. po prostu nie chcę zmarnować dnia w 100% więc poświęcam godzinę lub półtorej na bycie produktywną. Dzisiaj było to uzupełnienie Bullet Journala, zaplanowanie przyszłego tygodnia oraz rozpisanie planu tego postu.

 Codziennie punkt 12 zaczynam się malować. Każdego dnia (pracującego) mój makijaż jest identyczny, ponieważ po 3 latach pracy w wilgoci i w masce, która spoczywa na mojej twarzy, w końcu wypracowałam make up nie do zdarcia. Dajcie znać czy chcecie post na ten temat.

Gotowe!

 Czas na obiado-śniadanie - kasza jaglana z całą zawartością lodówki. A raczej resztą zawartości lodówki.

O 13 zazwyczaj zajmuję się jakimiś małymi porządkami - ścielę łóżko, ściągam pranie z suszarki, zbieram papiery, odkurzam itp.

Czas na chwilę relaksu.


I do roboty :(... Grube skarpety i ciepły polar to must have!

Przerwy mijają zdecydowanie zbyt szybko...



 W końcu w domu, gdzie zawsze czeka na mnie moja księżniczka! Czas na stęsknione pieszczoty!

PADAAAM!

Po kolacji czas na prysznic i wieczorną toaletę. Zazwyczaj robię to już w pół-śnie.

Kilka stron książki i do spania! A jutro od nowa to samo ;).

Okej więc to by było na tyle. Dzień wydaje się długi, ale na szczęście pracuję maksymalnie 3 dni z rzędu. Dajcie znać czy chcecie post o tym jak wygląda praca w fabryce, bo chętnie opowiem pokrótce. Teraz już uciekam do pracy, a jak :).

Buziaki,
P.

Aktualnie... / Currently... - Październik 2017 || Życiówka #4

Aktualnie... / Currently... - Październik 2017 || Życiówka #4

Hejka! Witam Was w nowym miesiącu! Dzisiaj będę miała dla trochę rzeczy do pokazania, ponieważ miałam urlop, a to się wiąże z tym, że miałam mnóstwo czasu dla siebie i na wyszukiwanie ciekawych rzeczy. Zapraszam do nowej porcji fajnych rzeczy!

Noszę... Reebok Classic i jeansowa kurtka


Moje dwa ulubione październikowe zakupy. Na buty czaiłam się już w sumie od wakacji, ale zawsze włączała mi się #grażynaoszczędzania i szkoda mi było £60. Ale, ale! Cierpliwi dostają podwójnie. Wakacje prześmigałam w trampkach z Primara, a na jesień kupiłam Reeboki za £40 i do tego w przepięknym kolorze pudrowego różu. (Reebok Classic Leather Golden Neutrals)
Dopełnieniem tych butów jest moja nowa jeansowa kurtka i wielki różowy szal. Przyznam szczerze, że to była moja stylówka tego miesiąca. Kurteczka jest z Forever 21 i wylicytowałam ją na Ebay za zawrotną kwotę £0.99. 
Niestety, teraz przyszła ta druga, prawdziwa jesień i obie rzeczy lądują w czeluściach szafy i czekają na lepsze czasy (i pogodę). 



Słucham - playlisty Indie Folk i nowa płyta Demi Lovato

Gdzieś przypadkiem mignęłam mi na Youtube jesienna playlista Indie Folk, włączyłam i przepadłam! Bardzo lubię tego typu muzykę, nic mnie tak nie relaksuję a do pracy sprawdza się idealnie! Zwłaszcza w ponure, deszczowe dni. 
Moje dwa ulubione kanały to: Mr. Foxx Frequency i alexrainbirdMusic.
 

Jak nie katowałam powyższtch playlist, to była to niesamowita  Demi Lovato, a dokładniej - jej nowa płyta. Jestem zakochana! Jej głos od kilku lat przyprawia mnie o ciarki. Moja najulubieńsza piosenka to "Tell ME You Love Me". Bardzo dawno nie miałam tak, żebym zakochała się w piosence od pierwszego przesłuchania. 

Oglądam - Riverdale i Demi Lovato - Simply Complicated

Jeśli jest tu ktoś, kto jeszcze nie ogląda Riverdale - zacznij oglądać! Niech Cię nie zwiedzie to, że fabuła dotyczy nastolatków. Zarówno ja, jak i moja 30 letnia siostra jesteśmy mega zakochane w tym serialu. Jest przepięknie nakręcony (nigdy w życiu nie wiedziałam tak pięknych obrazów w serialu), a akcja trzyma w napięciu w każdym odcinku. Miałam lekki stres, że w nowym sezonie poziom spadnie, ale w ogóle sie nie zawiodłam i pierwszy odcinek oglądałam jak na szpilkach z ciarkami na plecach. Polecam!

W tym miesiącu na YouTube wyszedł dokument o Demi Lovato. Jestem jej fanką od wyjścia jej pierwszego dokumentu "Stay Strong", który (dzięki temu nowemu) okazał się wielką bujdą (:D). Ale bez spojlerów. Film jest mega szczery i poruszający. Demi opowiada o początkach swojego nałogu, o momencie w którym sięgnęła dna oraz wyjaśnia kilka rzeczy, które nigdy nie były wyjaśnione. Generalnie jeśli znasz angielski, polecam obejrzeć, nawet jeśli nie jesteś wielką fanką.

Robię - Planner


Nadal 'męczę' Planner na nowy rok dla was. Musze go skończyć do początku grudnia, więc muszę się spinać. styczeń już gotowy, pozostało mi dokończyć bazę. Tutaj macie maluuutki podgląd.

Używam - John Frieda go blonder, MILVA szampon z chininą


O obu produktach planuję post, więc nie będę się jakoś super rozpisywać.
Baaardzo chciałam rozjaśnić włosy, już od dłuższego czasu. Niestety mam mega delikatne włosy, więc jak robię im krzywdę to się mszczą i wypadają mi na potęgę. Szukałam czegoś co nie wymęczyłoby ich tak bardzo i znalazłam! Zapłaciłam za butelkę £5, a efekt uzyskałam dokładnie taki, jaki chciałam. Włosy są jaśniejsze o 2-3 tony na końcówkach bez widocznego zniszczenia ich.
Szampon - cudo! Warto go zamawiać z Bułgarii ;). Włosy przestały wypadać praktycznie do zera. Pierwszy raz w życiu! Szykuję post na temat produktów których używam na porost włosów, także czekajcie. 

Piję - Herbata z pomarańczą, miodem i sokiem malinowym


To mój jesienny ulubieniec wszech czasów. Nie przepadam za herbatą, ale w takiej postaci w zimne wieczory tu po prostu NIEBO! 

Dobra to chyba by było na tyle. To i tak sporo jak na mnie. Dajcie znać co wy kochałyście w tym miesiącu! 
W tym odcinku nie dodaję zdjęć, bo niestety czas mnie goni, ale pamiętajcie, że jestem też na Insta i na Fejsie. 

Buziaki,
P.

4 małe nawyki, które zmieniły moje życie na lepsze!

4 małe nawyki, które zmieniły moje życie na lepsze!



Hejka! Co tam u was? Jesień nadal piękna i słoneczna? W Anglii niestety od wczoraj zimno, mokro i mgliście... Ale grunt to nie tracić dobrego nastroju i motywacji!
A żeby było łatwiej, postanowiłam podzielić się z wami nawykami, które sobie wypracowałam w ciągu ostatniego roku. Są to male, codzienne czynności, które pomagają mi prowadzić satysfakcjonujące (dla mnie) życie. Nie zajmują one dużo czasu, obiecuję! Słowo osoby, która pracuje 12 godzin dziennie.

Ogarnianie przed snem


Nie, nie mam tu na myśli Twojej wieczornej pielęgnacji, bo to raczej oczywiste. 
Chodzi mi o małe uprzątnięcie Twojego domu. Przyznam szczerze, że jestem straaaszną bałaganiarą. Mam tak od dziecka. Nie potrafię odkładać rzeczy na swoje miejsce, po prostu  mi nie po drodze. ALE! Paradoksalnie, nienawidzę kiedy w domu panuje nieporządek. Kiedy wstaję rano, schodzę na dół i widzę bałagan, w kuchni niepozmywane naczynia to momentalnie mam zły humor. Tak więc postanowiłam zastosować się do pewnej mądrości, którą kiedyś przeczytałam: 
"If you don't like something, change it. If you can't change it, change your attitude."
Teraz, codziennie wieczorem. Przed pójściem spać, robię mały obchód po domu i po prostu go ogarniam z grubsza. Wyrzucam papierki, zmywam naczynia, odkładam rzeczy na miejsce, składam koce i ugniatam poduszki. Zazwyczaj zajmuje mi to 10-15 minut, które najprawdopodniej poświęciłambym na scrollowanie Instagrama. Te kilkanaście minut zapewniło mi spokojne poranki, codziennie. Polecam to uczucie wszystkim bałaganiarom.

Planowanie


Nienawidzę planować, ale od tego bardziej nienawidzę uczucia zmarnowanego dnia! Nauczyłam sie o sobie jednej rzeczy - jeśli nie zaplanuję dnia to... go przebimbam. Jestem mistrzem marnowania czasu. Jestem mega leniwa a moje zamiłowanie do seriali na pewno nie pomaga w byciu produktywną. 
Moim sposobem walki z tym jest Bullet Journal. Ale tobie może się sprawdzić jakikolwiek inny planer. Ważne, żeby spełniał swoją rolę. Dwa lata temu zaczęłam planować swoje dni. W przeciwieństwie do większości ludzi, nie dlatego, że mam tyle roboty, ja założyłam zeszyt, ponieważ miałam za dużo wolnego czasu do wypełnienia. Tak więc jak już rozrysuję tą rozkładówkę dzienną, napisze w punktach kilka zadań to żal nie zamalować tych pustych kółeczek. Jeśli choć jedno nie zostanie zamalowane jestem na siebie zła i zawiedziona. Taka magia zwykłego zeszytu. Dzięki temu postał ten blog i jakoś staram się go prowadzić. 
Tak więc odkąd planuję dni nie przelatują mi przez palce, nie są identyczne. Mam motywację do działania a pomysły na nowe projekty jakoś same wpadają. Kiedy mam dłuższą lukę w ciągu dnia to wypełniam mój zeszyt kolekcjami, co jest przynajmniej kreatywnym zajęciem (w przeciwieństwie do oglądania YouTube całymi dniami).
Polecam spróbować, zbliża się nowy rok. To najlepszy moment, nie tylko żeby zmienić życie, ale też zacząć prowadzić planer. 

Poranne Strony


Jakieś pół roku temu miałam naprawdę kiepski okres w życiu. Nienawidzę lekarzy i unikam ich jak ognia (wiem, bardzo dojrzałe...). Postanowiłam więc poradzić sobie z moją depresją domowymi sposobami. Przypomniałam sobie o Porannych Stronach, które prowadziłam przez kilka tygodni po przeczytaniu "Drogi Artysty". Wtedy dość szybko się poddałam, więc postanowiłam dać temu jeszcze jedną szansę. 
Poranne Strony to ćwiczenie polegające na spisywaniu swoich myśli. Codziennie rano,zaraz po obudzeniu, Twoją pierwszą czynnością powinno być spisanie ręcznie 3 stron swoich myśli. Po prostu siadasz i piszesz cokolwiek przyjdzie ci do głowy.
Brzmi banalnie, wiem. Muszę przyznać, że ja też na początku byłam nastawiona bardzo sceptycznie, jednak bardzo mi to pomogło. W sumie nadal pomaga. Oczyściłam umysł, poukładałam w głowie, a w tej chwili wszystkie negatywne emocje i depresyjne myśli wyrzucam z siebie na bieżąco. Spisuje je, przewracam stronę i nigdy więcej do nich nie wracam. 
Uwierzcie mi, że w tej prostocie tkwi magia. Efekty zobaczyłam po około miesięcu. Na początku było mi mega ciężko i zajmowało mi to aż godzinę! W tej chwili 20 minut wystarczy, a czasami trzy strony to dla mnie za mało. Wytrzymajcie pierwszy miesiąc a wejdzie wam to w nawyk i nie będziecie chcieli przestać. 
Poza tym to bardzo dobre ćwiczenie pisma ręcznego no i super pamiątka, bo w sumie jest to pamiętnik. 

Książka zamiast telefonu


Nie zabieram już telefonu do łóżka. Zamiast tego towarzyszy mi książka. Kiedy jestem mega zmęczona, nawet 10 minut czytania robi robotę. 
Rok temu zaczęłam pracować na nocną zmianę. Zawsze uważałam się za sowę, której najlepiej pracuje się w nocy. Myślałam więc, że nie będę miała problemu z tą zmianą. No i się pomyliłam. O ile wytrzymanie całej nocy w pracy nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, tak rozregulowanie systemu dnia i nocy było dla mnie wręcz niszczące. To nawet nie było tak, że nie mogłam długo zasnąć na wolnym. Nie, ja nie mogłam W OGÓLE zasnąć. po prostu leżałam wściekła do 10 rano a potem wstawałam i zaczynałam dzień zła i zmęczona (nic dziwnego, że wpadłam w depresję). 
Tak więc znów starałam się poradzić sobie z tym na własną rękę. Próbowałam medytacji, filmów, melatoniny, liczenia baranów i nic. Nic nie pomagało. W końcu rozwiązanie okazało się być prostsze niż myślałam. Już nie męczę oczu ekranem telefonu przed snem, teraz wybieram spokojne lektury, które pomagają mi się wyciszyć. Bezsenne noce nadal mi się zdarzają, ale zdecydowanie rzadziej. Teraz, wiem że jeśli nie mogę zasnąć to pod żadnym pozorem nie powinnam sięgać po telefon. Chociaż nie wiem jak by mnie zżerała nuda, nie dotykam go. To jedyny sposób, żeby w końcu zasnąć. 
Także jeśli uważasz, że nie masz czasu na czytanie to wiem, że to bujda, ponieważ ja czytam nawet po pracy, którą kończę o 2:30.


Okej to by było na tyle z moich złotych rad. Mam nadzieję, że pomagam chociaż jednej osobie. Dajcie znacie jakie są wasze codzienne nawyki i czy stosujecie te co ja. 
Jak zwykle zapraszam na Insta gdzie jestem codziennie, oraz na Fejsa, żeby nie przegapić żadnych postów. 

Buziaki,
P.
Aktualnie... / Currently... - Wrzesień 2017 || Życiówka #3

Aktualnie... / Currently... - Wrzesień 2017 || Życiówka #3


Hej hej hej! Witam was w serii w której opowiadam wam o rzeczach które lubiłam/robiłam w poprzednim miesiącu. Myślę, że nie ma sensu przedłużać, przejdźmy do rzeczy.

Oglądam... ATYPOWY


Ale to chyba żadne zaskoczenie.
Jak tylko zobaczyłam zwiastun to od razu wiedziałam, że będę oglądać. Bardzo lubię nietypowych (atypowych :P) ludzi. Uwielbiam ich nieprzewidywalność i jestem ich mega ciekawa. Do tej grupy ludzi wliczają się także ludzie z różnego rodzaju zaburzeniami. Ucieszyłam się więc, że postaje pozycja, która umożliwi mi 'poznanie' człowieka z autyzmem. I tak, zdaję sobię sprawę, że ta choroba jest dużo bardziej skomplikowana, każda osoba z autyzmem jest inna, a w serialu zostały  przedstawione bardzo stereotypowe cechy. Jednak to zawsze coś. Zawsze poznałam chociaż jeden 'typ' takiej osoby.
Uwielbiam głównego bohatera Sama, kocham jego siostrę a ojciec to po prostu czyste złoto. W sumie jedyną bohaterką, której szczerze nie cierpiałam to matka. Ja rozumiem jej problem, tragizm jej postaci, aczkolwiek baaardzo irytująca osoba. Serial jest przezabawny, rozczulający i czasami mega wzruszający. Polecam!

Słucham - Taco Hemingway i Harry Styles



Powiem tylko tyle - idealna do jazdy samochodem. I ten bit <3.


Piękna, spokojna, akustyczna piosenka. Idealna na jesienne wieczory przy świeczce (lub kilku).

Czytam.... HYGGE Klucz do szczęscia.

 

Yyy. Dobra też się skusiłam na to całe hygge! Ale... bardzo się zawiodłam. Nie wiem, może ta książka jest tak napisana dziwnie. Bo na każdej stronie przeplata się słowo 'świeczki' i 'przyjaciele'. Nie wiem dlaczego ludzie piszą tak długie książki na temat tej duńskiej filozofii, bo moim zdaniem dałoby się to wytłumaczyć na ulotce. Może w drugiej połowie się rozkręci i dowiem się czegoś nowego, zobaczymy. 

Kocham... Pędzle z Aliexpress



Jestem nimi zachwycona! Są mega miękkie, cudownie blendują cienie i kosztowały 3 funty. Czego chcieć więcej od pędzli. Szykuję post z zakupami z Alie a w nim będzie dużo recenzji pędzli, więc czekajcie!
Tutaj link.

Zaczynam... Tworzenie planera na przyszły rok


Planera dla was, bo ja mam mój Bullet Journal. Ale może niektórym z was nie chcę się go tworzyć, więc wychodzę wam na przeciw. Przyznam wam szczerze, że to moje małe marzenie - wydanie planera. Ale póki nie jest to możliwe, mam zamiar stworzyć darmową wersję do wydrukowania w domu. Kupujcie segregatory A5 i czekajcie na styczeń :).

Zdjęcia z września





Po więcej zdjęć zapraszam na mojego Instagrama. 
Bullet Journal: Jak zacząć? #1 || Co chciałabym wiedzieć zanim zaczęłam?

Bullet Journal: Jak zacząć? #1 || Co chciałabym wiedzieć zanim zaczęłam?


Hejka! Zauważyłam, że mój wpis z pomysłami na kolekcje w Bullet Journalu cieszy się ogromną popularnością (tutaj). Postanowiłam więc stworzyć jakąś serię na podobny temat. Wydaję mi się, że najwięcej 'pomocy' potrzebujemy na początku naszej przygody, tak więc seria dotyczyć będzie własnie tego. Jak się za to zabrać? Co na początek? Jakie kolekcje? Postaram się wszystko opisać w cyklu kilku postów. 

Na początek postanowiłam podzielić się z wami błędami, które popełniłam w moim pierwszym zeszycie. Pragnę tylko zaznaczyć, że to moja subiektywna opinia, moja porada. To są rzeczy, które u mnie kompletnie się nie sprawdziły, nie takie które nie sprawdzą się u NIKOGO. Postaram się jednak uzasadnić dlaczego odstąpiłam od niektórych rzeczy, żebyście mogli zobaczyć czy was to przekonuję, czy może jednak nie będzie to dla was aż tak upierdliwe jak dla mnie. 

1. Nie inwestuj.


Nie kupuj od razu 100 cienkopisów, podkreślaczy ZEBRA, 15 taśm washi i zeszytu za 50 zł. Wiem, zdaję sobie sprawę, że już od początku chciałbyś mieć Bullet Journal rodem z Instagrama, ale wierz mi, że kupując dosłowne minimum też można stworzyć coś super. Czasami mniej znaczy więcej. Nie warto wyrzucać pół wypłaty na coś z czym możesz się w ogóle nie polubić. Więc nie dość, że będziesz o kilka stówek lżejsza to jeszcze będziesz miała kolejny zakurzony karton w szafie. 
Na pierwsze kilka miesięcy polecam kupić zwykły zeszyt w kratkę (najlepiej jasną), czarny cienkopis o grubości 0.2, zamówić z Aliexpress jedną, maksymalnie dwie taśmy ozdobne i... tyle. Tyle wystarczy. Pamiętaj, że idea Bullet Journalu to nie ozdabianie tylko PRZEDE WSZYSTKIM planowanie. Poza tym minimalistyczne rozkładówki też są piękne. Jak się zaprzyjaźnisz z tą metodą to powoli Twoja kolekcja będzie rosła, a Ty przynajmniej będziesz świadomie kupować, bo dokładnie będziesz wiedziała czego potrzebujesz. 

2. Czysty zeszyt to zło.


Na mój pierwszy Bullet Journal miałam pomysł, żeby był super przejżysty, piękny i taki... czysty. Postanowiłam więc kupić czysty zeszyt. Bo przecież są liniuszki. Boże, jak ja się pomyliłam... Jeśli nie należysz to tych kilku osób na świecie, które potrafią pisać prosto bez linijek i rysować odręcznie proste linie - zapomnij o czystym zeszycie. To była masakra. Liniuszek nic nie pomagał. Rysowanie wszelkich tabelek zajmowało wieczność. Mój Bullet Journal wyglądał jak zeszyt ucznia z podstawówki, takiego średnio zdolnego. 
Kup zeszyt jaki chcesz - w linię (chociaz mi się też nie sprawdził), kratkę a najlepiej w kropki. Każdy, tylko nie czysty. Oszczędź sobie tych nerwów. 


3. Nie komplikuj sprawy.


Keep it simple. Nie rób zbyt skomplikowanych rozkładówek, zwłaszcza tych powtarzalnych (dziennych i tygodniowych). Ja na początku chciałam, żeby były piękne i oryginalne. Wymyślałam cuda na kiju, tabelki, kaligrafie i zawijasy. A potem nad zaplanowaniem jednego dnia spędzałam godzinę. Jeśli rysowanie tych wszystkich tabelek, lini itp. będzie zajmować Ci zbyt wiele czasu to po pierwsze - nie znajdziesz chwili na wykonanie zaplanowanych zadań, a po drugie - szybko się zniechęcisz. Bullet Journal ma być przede wszystkim praktyczny, ma pomóc Ci zapanować nad czasem a nie go bezsensowanie tracić. 

4. Nie porównuj się!


Ojj długo zajęło mi oduczenie się tego. Przeglądałam te piękne, idealne Intagramy jak wydrukowane. Tak piękne, że aż nie realne. I próbowałam, próbowałam z całych sił upodobnić mój do tych ideałów. Niestety nic z tego, to mnie dołowało i zniechęcało do dalszego 'bujowania'. Ale hej! To przecież nie o to chodzi! To nie jest celem Bullet Journala! Jak chcesz mieć piękny, jak nadrukowany planer... to sobie wydrukuj!

5. Ale warto się inspirować!


Nie znaczy to, że masz odfollowować (trudne słowo :D) wszystkie tematyczne Instagramy, usunąć Pinteresta i nie oglądać filmików na YouTube. Absolutnie nie. Nadal oglądam zeszyty innych. Pomaga mi to w rozwijaniu i dopasowywaniu do moich potrzeb mojego BuJo. Zawsze możesz podpatrzeć fajne metody organizacji czasu, pomysły na kolekcję lub nauczyć się nowych fontów. Inspirowanie się jest bardzo ważne. Tylko rób to z głową. 


Okej to wszystko co miałam dzisiaj do przekazania. W następnym odcinku opowiem wam na temat rzeczy, które według mnie muszą znaleźć się w Twoim Bullet Journalu na początku twojej przygody. Miłgo dnia/popołudnia/wieczoru.
Buziaki,
P.
CURRENTLY... /Aktualnie... - Lipiec 2017 +  Zdjęcia! /Życiówka #2

CURRENTLY... /Aktualnie... - Lipiec 2017 + Zdjęcia! /Życiówka #2


Tam taram tam tam. Przychodzę z aktualizacją życia, tzw życiówką. Nie, nieprawda, nikt tak tego nie nazywa. Może ja powinnam zacząć? Spróbujmy. A co mi tam! 
Dzisiaj trochę seriali, dwie książki, film i same nudy. Ale jak wytrzymacie do końca postu to na dole macie trochę prywaty, moje selfiki i duuużo kotka (bo jest śliczna i wszyscy powinni ją zobaczyć). Miłego czytania i inspirowania się!

CURRENTLY... / Aktualnie... - Luty 2017 + zdjęcia

CURRENTLY... / Aktualnie... - Luty 2017 + zdjęcia



Hej hej hej! Długo się zastanawiałam jaki sposób będzie najlepszy na przedstawienie jednocześnie podsumowania miesiąca i ulubieńców. Kilka różnych form już było na blogu, kilkanaście w mojej głowie, ale póki co myślę, że "Currently" jest najbardziej optymalne. 
Dysortografia - czyli robię błędy, bo mogę

Dysortografia - czyli robię błędy, bo mogę


Dzisiaj wyleję z siebie frustrację na temat ludzi, którzy zasłaniają się, dysortografią, która tak na dobrą sprawę nawet nie istnieje. 
P.S. Sprawdzone info, w podstawówce miałam ją orzeczoną.



Kilka dni temu na jednej z grup, na facebooku, pewna Pani napisała "OTWARŁAM spór - kto pomoże?". Pod postem pojawiło się 40 komentarzy. Nie, nie. Żaden nie dotyczył chęci niesienia pomocy. Kilkanaście osób zwyzywało Panią od analfabetek, wieśniar itp. Nikt, natomiast nie pofatygował się sprawdzić czy ma racje. Tak. Nikt nie miał racji. Forma 'otwarłam' jest przestarzała, ALE POPRAWNA, drodzy internetowi poloniści. 
Ale nie o tym chciałam. Pani, nieświadoma tego, że użyła formy poprawnej, zaczęła bronić się dysortografią. Dokładnie tak jak 80% ludzi, którym są wytykane błędy ortograficzne.
Tego dnia miałam bardzo nudny dzień w pracy, a takie skutkują zazwyczaj przemyśleniami na tematy różne.

Oto kilka moich przemyśleń na temat dysortografii...

Na początek chciałabym powiedzieć, że w podstawówce orzeczono i u mnie dysortografię. U mnie i ok. 10 innych dzieci z mojej klasy. Wyglądało to mniej więcej tak, że dzięki temu nie dostawaliśmy ocen z dyktand (zaliczone lub niezaliczone) oraz mieliśmy więcej czasu na teście kompetencji (WTF?! Z powodu błędów ortograficznych?!). 
Dzięki mojej ambicji i pomocy mojej kochanej mamy dzisiaj robię błędy rzadko. Nienawidzę (do dzisiaj) być gorsza od innych. Nie muszę być najlepsza, ale nie lubię mocno odstawać od reszty. Nie chciałam być uważana za głupią.



WEDŁUG MNIE: Dysortografia, Moi Drodzy, nie istnieje.

A więc aby przestać robić błędy zaczęłam czytać książki. Jedna za drugą. Głupie książki dla dzieciaków/nastolatek typu "Pamiętnik Księżniczki". To mi bardzo pomogło. Ubogaciło mój język oraz nauczyłam się jak powinny wyglądać niektóre trudniejsze słowa. Mama zmuszała mnie też do pisania dyktand kilka razy w tygodniu. Nienawidziłam tego, ale pewnie też mi sporo pomogło. 

Weźmy to na chłopski rozum. Dysortografia przejawia się tym, że znasz zasady pisowni, ale ich nie używasz. Czyli, mimo, że wiesz, że po 'd' zawsze piszemy 'rz' to i tak piszesz 'dżewo'. Wiecie co to jest? Lenistwo. Bo nie chce Ci się zastanowić jak napisać dany wyraz tylko lecisz z tematem bez zbędnych rozkminek. Jeśli nie jesteś wzrokowcem i nie jesteś w tanie nauczyć się tego jak dane słowo 'wygląda', to kiedy napotkasz trudność ortograficzną, zatrzymaj się na chwilkę, odszukaj w głowie prawidłową zasadę i ją zastosuj. Tyle!

Czy to nie dziwne, że dysortografii nie mają dzieci, które się dobrze uczą? Tak, nigdy nie byłam prymuską. Nigdy nawet nie miałam świadectwa z paskiem. Mam problemy ze skupieniem się i generalnie nienawidzę się uczyć. Ciężko mi to przychodzi i tyle. I właśnie tacy ludzie mają zazwyczaj 'orzeczenie'. To chyba daje do myślenia prawda? 

Tak więc Kochani, nie tłumaczcie swojego niechlujstwa językowego dysortografią. Patrząc na mnie można na spokojnie 'wyleczyć' to paskudztwo. A wierzcie mi, nawet zasłaniając się dysfunkcjami, nie robicie dobrego wrażenia na innych waląc najgorsze orty jakie istnieją (pszyjde, pujde - moje ulubione). Niech Was mój przykład zmotywuje do działania, do zmian.

Buziaki,
P.




Copyright © 2014 Damn, Girl! , Blogger